
Poniedziałkowe spotkanie ze Sportingiem Gijon niosło za sobą jedno pytanie - jakim stosunkiem bramkowym Barcelona pokona niżej notowanego rywala. Niezapomnianego spektaklu nikt się nie doczekał, jednak najważniejsze w tej fazie rozgrywek są zwycięstwa.
Szeroka kadra pozwoliła Guardioli wprowadzić w życie rotację którą zapoczątkował przed laty Rijkaard. Na ławce rezerwowej zasiedli więc Thierry Henry, Eric Abidal i Yaya Toure. Z wysokości trybun grę kolegów podziwiali wracający po kontuzji Andres Iniesta i Rafa Marquez oraz nowy nabytek Dmytro Czyhrynski. Zabrakło także Lionela Messiego, którego klub zmuszony był zwolnić na mecz eliminacji do Mistrzostw Świata 2010.
Katalończycy od początku kontrolowali boiskowe poczynania nie specjalnie forsując tempo. Zespół gości momentalnie został zepchnięty na własną połowę i w sporadycznych kontratakach upatrywał swoją szansę. W dziesiątej minucie w pole karne Valdesa popędził Diego Castro, jednak bramkarz nie dał się zaskoczyć. Odpowiedź gospodarzy była konkretna - Xavi dośrodkował z rzutu rożnego, a Bojan wyprowadził Barcę na prowadzenie.
Drugi cios mistrzowie Hiszpanii zadali rywalom na chwilę przed zakończeniem pierwszej odsłony. Seydou Keita wykorzystał świetne dośrodkowanie z pole karne i głową wpakował piłkę do siatki. Ostatnie słowo należało do debiutującego w rozgrywkach Primera Division Zlatana Ibrahimovicia. Szwed w drugiej połowie, w której Barca grała nieco słabiej, wykorzystał dogranie Daniela Alvesa. Radość rosłego snajpera była wielka, w końcu to jego pierwsza bramka po przenosinach Półwysep Iberyjski.
FC Barcelona - Sporting Gijon 3:0 (2:0)
1:0 Krkic 18′
2:0 Keita 43′
3:0 Ibrahimovic 83′
Tagi:
camp nou,
Ibrahimović,
Primera Division,
sporting gijon